Ćwiczenia z upodlenia
Słabszy, reż. Daria Kubisiak, Teatr im. Wojciecha Bogusławskiego w Kaliszu

fot. Tomasz Bąk
Gdy wchodzimy do Sceny Malarnia kaliskiego teatru, wzrok nasz zatrzymuje się od razu na mężczyźnie, który leży na podłodze. Dopiero potem zauważamy ceglane, nieotynkowane ściany i trzy odcinki białej taśmy przyklejone do podłogi wzdłuż trzech szeregów krzeseł, najwyraźniej przeznaczonych dla nas – widzów. Drugie ich rzędy ustawione są na tym samym lub prawie na tym samym poziomie, co pierwsze, w związku z czym siedzący tam widzowie muszą się trochę wysilić (najlepiej przyjąć pozycję stojącą), żeby zobaczyć to, co dzieje się na podłodze. Na razie jednak nie dzieje się tam nic – mężczyzna leży, najwyraźniej czekając na nasze rozsadzenie się na widowni. Oddzielony białymi taśmami teren jego spoczynku okazuje się być sceną, o czym dowiadujemy się od ludzi z obsługi, którzy przeganiają widzów skracających sobie drogę do krzeseł stojących najdalej od wejścia i wybierających trasę wzdłuż nieobstawionej krzesłami ceglanej ściany. Przy okazji dowiadujemy się wszyscy, że ów nielegalny teren przemarszu to jest przecież scena. Ot, szybka, w miarę bezbolesna lekcja alternatywnego spojrzenia na przestrzeń sceniczną.
Porzućmy jednak tę krotochwilną narrację, bo ów ciut niefortunny i niepoukładany początek widzowskiego obcowania ze spektaklem Słabszy dość szybko zamienia się w naznaczoną pełnym skupieniem i wielokrotnym wstrzymaniem oddechu widzowsko-aktorską współobecność, współodczuwanie i współpracę. Informacje płynące z tej alternatywnej sceny najpierw nas szokują, potem jeszcze bardziej szokują, a na koniec wywołują litość, trwogę i coś na kształt próby zrozumienia tego, na czym polega konkretne, ucieleśnione wcielenie wcielonego zła. Jedynie „coś na kształt próby”, bo tego typu proces poznawczy, zakłócony silnymi emocjami, nigdy nie jest do końca skuteczny, dając zaledwie nadzieję na dalszy ciąg pełnego litości i trwogi zgłębiania niedocieczonych tajemnic ludzkiego upodlenia. Dzięki świetnie skomponowanej przez dramaturga Mattiasa Anderssona oraz adaptatora Piotra Fronia fabule, przekonujemy się (czasem na szczęście nie po raz pierwszy, bo coś już wiemy na ten temat), że ten, kto stara się upodlić innych, sam chcąc nie chcąc, czyni się obiektem autoprzemocy. Oczywiście, bardzo prawdopodobne jest ponadto, że sam był wcześniej poddany temu, co teraz wyczynia z innymi.
Piąta klasa podstawówki: rozebranie rówieśnika do naga i przywiązanie go do drzewa podczas wycieczki szkolnej albo ochlapanie go wodą z kibla i powieszenie za kołnierz na haku – ileż razy spotkaliśmy się z opowieściami o takich „niewinnych szkolnych żartach”! A znane z wielu amerykańskich filmów i seriali zamykanie kolegi na noc w jego szafce na ubrania? To ci dopiero ubaw!
Ten, co leży na podłodze, to Erik, pan w średnim wieku, tyle że ubrany jakoś po dziecinnemu, w ciemny sweter z wyhaftowanym na przedzie misiem. W szkolnych latach był przywódcą klasowej bandy rozrabiaków. Leży, bo śpi, a to, co dzieje się w ograniczonej białymi taśmami przestrzeni sceny, jest treścią jego snu. W tym śnie pojawia się, a jakże, jego ulubiony „przedmiot szkolnych żartów” – Martin, też w wersji dorosłej, choć również ubranej, podobnie jak jego prześladowca, tak jakoś po dziecięcemu: w jasnoróżową bluzę od dresu ze srebrnym pieskiem wyhaftowanym na przedzie. Żeby tego było mało, piesek przyozdobiony jest ciemnoróżową wstążką – dorosły chłop w panieńskim przebraniu!
Trudno powiedzieć, czym i dlaczego Martin naraził się na pełną obrzydzenia nienawiść Erika, która popchnęła tego ostatniego i jego bandę do nacechowanych okrucieństwem i pogardą aktów agresji. Z tego, czego się o nim dowiadujemy, był przecież całkiem normalny, przeciętny, spokojny, ułożony… Może powodem była ta dziewczyńska bluza, a może jego wciąż zaciśnięte szczęki, pryszcze i obskubane kciuki? Cóż, taki ktoś wnerwia, kłuje w oczy swoją troszkę znerwicowaną normalnością i prowokuje do jej zakłócenia, do uczynienia go kimś całkiem nienormalnym, bo zgnojonym, zniwelowanym, pomniejszonym, malutkim i śmiesznym. Goły, przywiązany do drzewa, trzęsie się z zimna i wstydu – zero, klaun! Wisi na haku, miota się – jaki draczny i pokraczny! No i poddany nieograniczonej władzy swych napompowanych pychą prześladowców. Oni są górą, oni są trendy i cool, a ich power jest full.
Martin pojawia się we śnie Erika w swej wersji dorosłej, która jest w stu procentach tworem wyobraźni jego prześladowcy. Dlaczego w stu procentach? Bo Martin nie dożył wieku dorosłego – w piątej klasie podstawówki popełnił samobójstwo, skacząc na brzeg morza z wysokiego klifu, nie mogąc dłużej znieść serii poniżeń, jakich doznał podczas szkolnej wycieczki. Tak to się czasem kończy…
Sen Erika jest chyba przesycony lekkim poczuciem winy, bo śni mu się, że – pozbawiony władzy w nogach – zdany jest na łaską i niełaskę swej szkolnej ofiary, posiadającej magiczną władzę nad jego kończynami. Poniża się, obiecuje nawet Martinowi to, czego tamten odeń żąda: że od teraz będzie czynił tylko i wyłącznie samo dobro. Cóż z tego! Gdy partner – wytwór sennej wyobraźni przywraca go do normalności, Erik bije go i poniża na nowo, wylewając nań cuchnące pomyje werbalnej pogardy. Dowiadujemy się przy tym, że źródłem jego socjopatii była przemoc domowa ze strony, a jakże, tatusia. Koło przemocy się zamyka, w tym wypadku na szczęście definitywnie, bo Martin już nie żyje i wiadomo, że nie będzie już na nikim odreagowywał szkolnych traum.
Najwyższa pora napisać coś więcej o scenicznym ucieleśnieniu tej przerażającej, lecz pięknie opowiedzianej historii. Pierwszym sygnałem jego kompozycyjnej spójności jest dobiegający już na samym początku z głośników szum fal morskich, zapowiadający tragiczne zwieńczenie losu Martina. Historia obu protagonistów przekazana jest nam nielinearnie, co ją zdecydowanie uatrakcyjnia, przyciągając zarazem uwagę widzów, skupioną na jej rekonstrukcji. Ciekawe, dobrze uzasadnione i mądrze wkomponowane w akcję są dziecięce głosy, przejmujące prowadzenie dialogu z dorosłym partnerem lub dodające ważne informacje, zapewne rodem z didaskaliów. Ponurość scenicznej akcji i jej przesłania wzmacnia cień Erika-prześladowcy rzucony na ceglaną ścianę, okładający pustą przestrzeń ściskanym w dłoni paskiem. A Martin, związany i bezwolny, kuli się i drży, jakby to jego ta przemoc dosięgała całkiem bezpośrednio. Teatr ubogi? Tak, oczywiście, nawet ściana z nagich cegieł to potwierdza (ot, przytrafił mi się taki wtręt prehistoryczny). Ogólnie ma się wrażenie, że wszystko w tej inscenizacji jest mądrze, celowo poukładane, nastawione na uczciwą, rzetelną grę w teatr, która wzbogaca widzowską wrażliwość oraz intelekt.
Marcin Trzęsowski jako Erik oraz Wojciech Masacz jako Martin bardzo oszczędnie dozują aktorską ekspresję. Być może nawet zbyt oszczędnie. Rozumiem uzasadnioną obawę aktorów i reżyserki, Darii Kubisiak, przed rozgestykulowaniem i rozkrzyczeniem spektaklu, lecz jego tematem jest przecież agresja w stanie młodzieńczym! Oniryzm oniryzmem, ale sny też bywają bardzo dynamiczne. Mam nadzieję, że ta oszczędność wynikała po części z popremierowego zmęczenia, bo oglądałem ten spektakl dzień po jego pierwszej, polsko-prapremierowej prezentacji.
Jak nam zapowiedziano, integralną częścią tego teatralnego wydarzenia jest pospektaklowa dyskusja z nastoletnimi widzami, dla których Słabszy jest przeznaczony. Dyskusje takie będą animowane przez współpracującą z Teatrem im. Wojciecha Bogusławskiego wykwalifikowaną edukatorkę. Ponadto dla nauczycielek i nauczycieli przygotowane są konspekty lekcji wychowawczych, podczas których dyskusja z teatru może być kontynuowana i przepracowana.
No i tak trzymać!
<p class="text-align-right">28-01-2026</p>
Teatr im. Wojciecha Bogusławskiego w Kaliszu
Słabszy
Mattias Andersson
Przekład: Dominika Górecka
Reżyseria: Daria Kubisiak
Adaptacja i dramaturgia: Piotr Froń
Kostiumy i konsultacja scenograficzna: Hanka Podraza
Muzyka: Oktawia Pączkowska
Konsultacje reżyserii świateł: Klaudyna Schubert
Obsada: Wojciech Masacz, Marcin Trzęsowski
Inspicjent-sufler: Adam Szymański
Głos młodego Martina (off): Stefan Wierzbicki
Praremiera polska: 17 stycznia 2026, Scena Malarnia
Słabszy, reż. Daria Kubisiak, Teatr im. Wojciecha Bogusławskiego w Kaliszu
Oglądasz zdjęcie 4 z 5














