Burza będzie
Klątwa, reż. Anna Augustynowicz, Teatr Horzycy w Toruniu

fot. Wojciech Szabelski
Klątwa Anny Augustynowicz to teatralny thriller – duszny, mnożący niepokoje. Reżyserka wychodzi poza łatwą do wyciągnięcia z dramatu Wyspiańskiego opowieść o religijnym fundamentalizmie. Kotłuje się w przedstawianej w tym kameralnym spektaklu wspólnocie, kotłuje mocno, ale wbrew pierwszym znakom – to nie kościelny palec produkuje tu napięcie. Tytułowa klątwa to nie zaklęcie, a rana. Organiczna, głęboka i bolesna.
Cała wizualno-muzyczna sfera przedstawienia w Teatrze Horzycy w Toruniu to system tak ściśle spleciony, że trudno właściwie rozmawiać o nim jako o osobnych obszarach obrazów czy dźwięków. Marek Braun (scenografia), Tomasz Armada (kostiumy), Jan Marek Kamiński (muzyka) i Wojciech Kapela (wizualizacje) zabudowali niewielkie deski Sceny na Zapleczu zwartą, spójną estetycznie i znaczeniowo konstrukcję ufundowaną na ulubionych monochromatyzmach reżyserki i pulsującym agresywnie muzycznym motywie. Efekt niepokoi i przytłacza. Dodatkowych znaczeń i wrażeń zmysłowych dodaje półprzezroczysta zasłona, oddzielająca ciasno przylegające scenę i widownię. Przytłaczająca jest klaustrofobiczność tej przestrzeni, ale równie dojmująca jest jej obcość i demonstracyjna wręcz niedostępność. Przesłona rozmywa obraz, zaćmiewa go, zmusza nas do wysiłku uważnego patrzenia. Za nią ulokowane są główne elementy całej kompozycji – telewizor ze stojącymi po obu stronach lichtarzami i stół osłonięty obrusem. Na śnieżnej bieli materiału srebrzy się niewielki krzyż.
Postaci z Wyspiańskiego zaludniają ten krajobraz w lunatycznym pochodzie. Transowa melorecytacja i konwulsyjność sunących w rzędzie ciał buduje jednoznaczny obraz – hermetyczną zbiorowość opętaną wspólną „sprawą”, odseparowaną od świata zewnętrznego i zaklętą w zbiorowym stuporze. I właściwie już w tych pierwszych fragmentach przedstawienia wyraźne staje się, że amok toczący grupę wcale nie musi mieć religijnego źródła. Jest w gestach postaci jakaś szczególna bezrefleksyjność w posługiwaniu się religijnymi atrybutami. Jakaś przygodność i automatyzm, które pozwalają myśleć, że ten akurat system i ten akurat narzędziownik symboli i rytuałów jest jedynie dość przypadkowym planem do realizacji potrzeb. Że jest modelem, który przedstawiana zbiorowość przyjęła, bo sprawdza się i działa w całej rozpiętości swoich opresyjnych ustawień. Jeden szczegół i do tego wrażenia dochodzi kolejne – system, w którym funkcjonuje zbiorowość przestaje działać. Bo wprawdzie centrum tego świata to wciąż lśniący na stole/ołtarzu krzyż, ale pochód ściska w dłoniach już nie różańce, lecz kamienie. Mnożące się na scenie obrazy – warstwy żywego planu i wielowymiarowych wizualizacji – ewokują napięcie, żarliwość. Coś tu się wyczerpało, coś nie działa. Grupa sunie w konwulsyjnym pochodzie, a cała wizualna warstwa przedstawienia wypreparowuje ją z konkretnego czasu historycznego. Krajobraz galicyjskiej wsi jawi się w rozmazanych powidokach i plącze z obyczajowością współczesnego miasta. Językowe archaizmy współbrzmią tu z dudnieniem megafonów. To wszystko wydarzyło się dawno temu, ale zarazem dzieje się teraz.
Anna Augustynowicz trzyma się blisko literackiego oryginału Wyspiańskiego. Język dramatu wymaga skupienia, reżyserka nie wycisza go nadmiarem inscenizacyjnych środków. Pojedyncze gesty i symbole mapujące uruchomiony tu sceniczny świat mają w sobie wystarczający ładunek znaczeń i emocji. Te ostatnie są w tym przedstawieniu szalenie ważne: wybuchają bez ostrzeżenia, miotają groźbami i oskarżeniami, infekują nieufnością, żalem, chęcią odwetu. Postaci u Augustynowicz często zamierają w nienaturalnym stuporze, jakby zatrzaśnięte w nadmiarze gniewu, ale ta statyczność pojedynczych ciał wcale nie przekłada się na pasywność całej przestrzeni. Przeciwnie – tym światem cały czas wstrząsają niepokojące drgawki, nieustannie coś się w nim przelewa gwałtownie, miota. Szaro-czarne, rozmyte sceniczne obrazy przywodzą na myśl niebo tuż przed burzą. Kotłujące się chmury nabrzmiewające ciemnością, z każdą chwilą coraz bardziej groźne.
Opowieść o „galicyjskiej wsi” rozpoczyna się zgodnie z chronologią dramatu Stanisława Wyspiańskiego: niewielką wiejską społeczność wykańcza susza. Zrozpaczonych ludzi próbuje trzymać w ryzach Ksiądz (Arkadiusz Walesiak), ale jego moc słabnie, a rozmodlona społeczność coraz uporczywiej wpatruje się w Pustelnika (Paweł Kowalski), w nim szukając pociechy, ale nade wszystko ratunku. Kiedy frustracja sięga zenitu, gromada zaczyna upatrywać źródła klęski w zakazanym związku Księdza i Młodej (Julia Szczepańska). Nietrudno przewidzieć resztę w wypadków, nawet nie znając tekstu Wyspiańskiego. Tu jednak wcale przecież nie chodzi o to „kto zabił?”. Augustynowicz przygląda się uważnie nie tyle naturze samej zbrodni i jej motywom, co rękom, uszom i oczom, które do niej doprowadziły. Co takiego naprawdę wydarzyło się w „galicyjskiej wiosce”? Nie ma wątpliwości, że wcale nie chodzi tu suszę.
Augustynowicz sprawnie, bardzo precyzyjnie portretuje chorobę toczącą gromadę. Pomagają całości bardzo dobre role Juli Szczepańskiej, Anny Magalskiej (Matka) i Mai Kalabarczyk (gościnna rola Dziewki). Młoda w wykonaniu Szczepańskiej to postać z jednej strony bliska gruntu, zaznaczająca własną fizyczność i punktująca cudzą namacalność. Jej gesty są proste, jednoznaczne, równie nieskomplikowane wydają się emocje, które Młoda ujawnia czytelnie i intencjonalnie. A mimo to jest w nią wpisana potężna egzystencjalna zagadka, jakaś tragiczna podwójność intencji. Makabryczna decyzja Młodej uderza w każdego i każdą, okalecza całą społeczność. Jest potworną zbrodnią, ale zarazem zdaje się jedynym ratunkiem dla tego świata, który domaga się każdym swoim skrawkiem odnowy. Bo choroby toczącej tę społeczność nie da się tak po prostu uleczyć, rana jest zbyt głęboka. Odrodzenie może przynieść jedynie nowe. Ta skrajnie ponura konstatacja idzie u Augustynowicz w parze z horrorową niemal linią fabularną. Do końca mamy nadzieję, że jest jednak dla tych ludzi szansa na uzdrowienie, na zmianę. Mając jednocześnie głębokie poczucie, że złości wstrząsającej nimi, tych nadmiarowych pokładów żalu i strachu, nie da się tak po prostu rozmasować. Odwiedzająca Księdza Matka siedzi nieruchomo, jej oczy z niemocą wpatrują się w odległy horyzont. Jej głos słyszymy z offu, grająca Matkę Anna Magalska nie wypowiada na żywo ani jednego słowa. Ten prosty zabieg daje upiorny efekt i podkreśla nieuchronność nadciągających zdarzeń. Tragedia jest namacalna i pewna, niczym kamień, który zajmie główne miejsce na ołtarzu. Matka, podobnie, jak pozostałe postaci przedstawienia, funkcjonuje na dwóch planach – psychologicznym i symbolicznym. W kontekście obu głos „nałożony” na postać drastycznie podbija bezbronność i bezwolność bohaterki, ale też i podkreśla bezbronność i bezwolność wszystkich pozostałych postaci, „dzieci” tego świata.
Toruńskie przedstawienie Anny Augustynowicz to precyzyjna, bardzo spójna robota, choć nie tak perfekcyjna jak Wczoraj byłaś zła na zielono, poprzednie przedstawienie reżyserki z Teatru Dramatycznego w Warszawie, będące adaptacją głośnej książkę Elizy Kąckiej. Nie do końca udało się tutaj aktorsko – świetnym kobiecym kreacjom towarzyszą przeskalowane, czasem niebezpiecznie ocierające się o kicz męskie role. Momentami zastanawiałam się nad zasadnością pomysłu z przesłoną oddzielającą scenę od widowni (we wspomnianym Wczoraj byłaś zła mamy do czynienia z tym samym rozwiązaniem, tam sprawdza się ono znakomicie); mam wrażenie, że jednak zaburzała ona odbiór niełatwej całości. Pomimo tych niedoskonałości toruńska Klątwa to teatr wysokiej próby. Obraz społeczeństwa zranionego, niedziałającego. Bardzo współczesna, przerażająco aktualna wizja.
<p class="text-align-right">21-01-2026</p>
Teatr Horzycy w Toruniu
Klątwa
Stanisław Wyspiański
Reżyseria: Anna Augustynowicz
Scenografia: Marek Braun
Kostiumy: Tomasz Armada
Wizualizacje: Wojciech Kapela
Muzyka i dźwięk: Jan Marek Kamiński
Obsada: Michał Darewski, Maja Kalbarczyk (gościnnie), Paweł Kowalski, Anna Magalska, Paweł Pabisiak (gościnnie), Julia Szczepańska, Arkadiusz Walesiak
Premiera: 29 listopada 2025, Scena na Zapleczu
Klątwa, reż. Anna Augustynowicz, Teatr Horzycy w Toruniu
Oglądasz zdjęcie 4 z 5















